środa, 6 marca 2013

Pure Color w kolorze 03 Cyber Lilac od EL czyli wielkie rozczarowanie


Na początku stycznia (tu) pisałam Wam o moich kosmetycznych zakupach.
Między innymi w nich znalazł się cień od Estee Lauder, Pure Chrome w kolorze 03 Cyber Lilac.

Początkowo poszłam po złoty odcień, jednak fiolecik z nowej kolekcji mnie urzekł. Zakocham się w nim i musiałam go koniecznie mieć. Kolor w salonie wydał się piękny, soczysty, połyskliwy, idealny.

Pierwszy zgrzyt nastąpił kiedy Pani w D. pokazała mi go wyjmując z opakowania i otwierając (WTF?!). Rozumiem próbę zachęty, ale przecież w ten sposób niszczy towar, a do tego na kasetce było poodciskane trochę obcych paluchów. Dobra nie marudzę, chcę go.

Drugi zgrzyt. Patrze w domu na rachunek i różnica ceny ok 10zł. Miał być za 101zł wg. napisu na palecie, a był za 109 czy 110zł. Nie ważne, przecież jest prześlicznościowy i będzie moim na wieki i będę go kochać i się nim miziać do usr... śmierci :P Tak sobie umaczyłam. O naiwności!

W domku wyczyściłam kasetkę z linii papilarnych człowieków, które musiały ją zmacać i sobie popatrzyłam na przepiękne tłoczenie cienia i złote wykonanie kasetki. To co mi się nie spodobało to  właśnie opakowanie. Tak straszliwie brudzi się od dotyku. To samo mają kasetki Lancome i Diora, zwariować idzie! Ale jest i plus takiego wykończenia, można się przejrzeć w zamkniętym opakowaniu jak w lustrze :P Przynajmniej w przypadku tego delikwenta.


Kasetka zawiera również lusterko, które do niczego się nie przyda, bo jest maluśkie. A aplikator do cieni jest tak króciutki i nie poręczny, że służy tylko za wystrój kasetki, oczywiście zanim go nie zgubię.


Po dwóch dniach zmacałam cień. Żelik, jak popularnie jest nazywany, w dotyku przypomina mi taki mocnej zbity mus. Można porównać go jeszcze w dotyku do cieni w słoiczku Armaniego lub jedwabnego szalu.


Pierwsze domowe testy na ręce wypadły bardzo pozytywnie. Świetna pigmentacja, ładnie się nakłada i rozciera oraz pięknie mieni srebrnymi drobinami. Orgazm!


Ale później przystąpiłam do testów naocznych. Nakładał się pędzelkiem w porządku, ale wtedy wydawał mi się takim brzydkim szaroburym odcieniem fioletu, zupełnie bez polotu. Nakładany pacynką lub palcem sprawował się dużo lepiej i był prawie taki jak w testach w perfumerii. I w tym miejscu już jest tak wspaniale...

 
I wiecie co teraz będzie?

Tak, będzie wielkie rozczarowanie i gorzkie żale! Kolorek po godzinie, czy to na bazie czy bez, czy na mokro czy sucho rolował się i schodził. Myślałam że oglądam powtórki "Nie do wiary". Próbowałam już chyba tylu sposobów żeby go ujarzmić i nic. Nadal się ściąga w załamaniach.




Co mogę powiedzieć?

Jest mi smutno, że moje wielkie love okazało się takim kitem. Ten cień przypomina mi księcia na białym rumaku, który w ostateczności okazuje się chamem i burakiem.

Stosowałam go poźniej do rozcierania kreski i sprawował się lepiej czyli 2-3h i po biedaku. Niestety u mnie się ten cień nie chce trzymać. Próbowałam się z nim zaprzyjaźnić na tysiąc sposobów ale widocznie z niektórymi się po prostu nie da :(

I jak Wam się podoba ten cień?
 Macie jakiś sposób an utrzymanie go w jednym miejscu?




45 komentarzy »

  1. a tak ładnie wygląda na powiece...

    OdpowiedzUsuń
  2. oj no to będzie zgrzyt :/ mi akurat w fioletach nie jest zbyt dobrze lub jeszcze swojego odcienia nie znalazłam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym odcieniu jest mi ładnie, nie wyglądam jak bita... ale ta trwałość ;/

      Usuń
  3. Kurcze, u mnie trzyma sie do poznego wieczora- dobrze oczyszczona powieka, na to paint pot soft ochre, czarna kredka /lancome lub estee/ i na to on wcisniety w powieke syntetykiem bez rozcierania, roztarte jedynie granice. Noze sprobuj tak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo roboty strasznie. Od cienia w tej cenie oczekuję że będzie ładnie się nakładał i rozcierał oraz trwał bez zakładania pod spód wielu warstw. A tu d... :(

      Usuń
    2. wiesz co, rzadko, albo prawie wcale nie spotykam cieni, które trzymałyby się wieki, blendowały jak złoto, były idealnie nasycone i robiły jeszcze wszystko inne bez jakiegokoliek wysiłku ze strony malującego - i to niezależnie od półki, czy marki ;)

      no kiedyś, dawno, dawno temu takie były prawie wszystkie cienie MACa, ale to było bardzo dawno temu i niewielu już to pamięta ;P

      Usuń
  4. Kolor faktycznie piękny, ale jego trwałość...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolorek przepiękny, szkoda , że się nie sprawdził . Ma bardzo diżo brokatu.

    OdpowiedzUsuń
  6. o.O to przecież wibowskie cienie się lepiej trzymają bez bazy! Szkoda, bo kolorek prześliczny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie porównam bo nie używam ale też mi szkoda tego kolorku. Jeszcze będę walczyć.

      Usuń
  7. Kurcze, a tak fajnie się zapowiadał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cień ładny, ale dla mnie za bardzo "pstrokaty" :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Dokładnie, a tak ładnie wygląda... szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  10. A wyglądał pieknie w opakowaniu...szkoda , że jednak sie nie sprawdził ..ale cóz to za otwieranie w sklepie ? Ja rozumiem tester , ale nie kupiłabym taiego macanego przez wszystkich cienia..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba taka technika żeby pokazać że już jest mój ;P

      Usuń
  11. Kolor podoba mi się jedynie zeswatchowany na ręku.. na oku już nie robi takiego wrażenia :/ szkoda, że tak bubel..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnica może wynikać z tego że miałam trochę inne światło. Ale niestety nie zachwyca trwałością.

      Usuń
  12. aleś go podsumowała - cham i burak :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. A próbowałaś może przypudrować powiekę przed nałożeniem go?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam go nałożyć na bazę, na podkład, na inny cień i niestety to samo.

      Usuń
    2. To nieciekawie;/ A ostatnio zastanawiałam się nad nim, ale w innym kolorze jednak dobrze, że się nie skusiłam.

      Usuń
  14. Kolorek mi się podoba, szkoda tylko że jest takim niewypałem ;(

    OdpowiedzUsuń
  15. Wielka szkoda, bo kolor robi wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolor świetny i po nałożeniu również rewelacja. Szkoda że się roluje niewdzięcznik. Wyleczyłaś mnie z chciejstwa na niego.

    OdpowiedzUsuń
  17. W opakowaniu nie wyglądał szałowo ale na ręku! Świetny jest jednak cena za wysoka nawet jak na taki odcień. Zdecydowanie wolę jakiś zamiennik (o ile taki gdzieś istnieje ;)), bo jak widać jakość nie zależy od ceny.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja od ceny aż po efekt jestem na NIE. To straszne, że wypuszczając kosmetyki renomowanej marki, nikt ich wcześniej nie testuje, czy warto je wydać w obieg. I płaci się krocie za ...nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem że złoty żelik jest świetny bo miałam go raz na oczach i ładnie się trzymał. A ten jest zamiast chyba zieleni czy coś to może on jeden taki bublowaty.

      Usuń
  19. kolor cudowny.. szkoda że taki efekt ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze mam ten cień w tym samym odcieniu. Od miesiąca leży sobie w kufrze bo nie miałam okazji go przetestować. Ale zrobię to z ciekawości jak u mnie będzie się trzymał.
      Mam nadzieję, ze wypadnie lepiej.
      Ps.Świetny pościk :)

      Usuń
  20. kurcze, na ręku taki boski, a na powiece taka lipa, nie wierzę!

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. buu a tak ślicznie wygląda na powiece ;/ szkoda, że taki nietrwały ;/

    OdpowiedzUsuń
  23. Może to kwestia kształtu oka? Kiedyś Pupa miała takie cienie kremowe "dla dziewczynek" (opakowanie w kształcie biedronki), miałam fioletowy, kolor był boski, a jak go nie nakładałam - po godzinie zostawała z niego gruba, brzydka kreska w załamaniu powieki (cała reszta znikała magicznym sposobem). Oddałam koleżance i zachwycała się, jaki ładny, trwały i w ogóle świetny. Aż się pytałam, czy o tym samym mówimy. :)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią.