czwartek, 16 maja 2013

Inglotowe tęcze czyli swatche potrójnych cieni 101, 112 i 118 i brązowy liner nr 24

Dziś chce Wam zaprezentować cienie rainbow od Inglota.
Wybrałam w ciemno 3 kolorki bez macania, ponieważ akurat nie mieli testerów.
 Są to 118, 101 i 112. Wybrałam te cienie, ponieważ szukałam czegoś w macie do uzupełnienia paletki, którą maluję dziewczyny. A jak każda z nas dobrze wie, matów nigdy za wiele :D

Przejdźmy może do opisów poszczególnych cieni.

Odcień 118 są to delikatne beżoróże. Pigmentacja na kolana nie powala. Chciałam delikatne odcienie jako bazy pod rozcieranie i w tej roli sprawdzają się w miarę dobrze, w miarę. Bez bazy pod cienie trwałość mazidełka jest kiepska, a do tego przy nakładaniu na pędzel mocno się kruszą. Z bazą pod cienie wygląda to dużo lepiej,  możemy wyczarować lepsze krycie oraz  są ładnie podbite. Nie nadaje się na nakładanie na mokro. Spokojnie możecie sobie odpuścić ten odcień jeśli macie podobny.

Odcień 101 to delikatne cappuccino. Tutaj pigmentacja jest lepsza, ale za to mocniej się kruszy. Trwałość jest identyczna, jak w przypadku kolegi opisywanego powyżej. Kolejny cień bazowy... ale suchy jak diabli! A na mokro tragedia w dwóch aktach.

Odcień 112 to mocniejsze, ale szarawe cappuccino. Kruszy się mniej niż jego przednicy, trzyma się dużo lepiej ale nadal jest to słabizna. Ratuje go jedynie nakładanie na mokro.

I teraz ja się pytam kto takie COŚ wstawił do salonów? Przecież to w tym przedziale cenowym jest pomyłką. Śmiem twierdzić że cienie z Essence są lepsze ot dych prezentowych tu. Sleeki są sto razy lepsze np Oh So Special.


Bez podkładu.
Na podkładzie.

Jedyne czym ratuje się Inglot tym razem to liner.
Brązowy liner nr 24. Trwałość fantastyczna (nie mylić z wodoodpornością), kolor idealny. Nawet mi ta gąbeczka nie przeszkadza, ponieważ jestem w stanie zrobić nią cienkie kreski. Nie kruszy się w ciągu dnia. Dla mnie posiada wszystkie cechy dobrego linera.


Podsumowując:

Jakoś nigdy nie miałam szczęścia do matowych cieni z Inglota, a mam kilka sztuk. Zawsze są za suche, kruszą się, a pigmentacja pozostawia wiele do życzenia.  Za to uwielbiam ich wersje pearl i shine, te im wychodzą genialnie.
Linery natomiast, miałam raptem cztery, nigdy mnie nie zawiodły :)


Wieczorem wrzucę Wam jeszcze swatche bez podkładu.

22 komentarze »

  1. Ta różowa trójeczka najbardziej mi się podoba, bo ja za brązowymi cieniami to tak niebzardzo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, szkoda, brąziki to moje ulubione kolory. Ale rozumiem, moja przyjaciółka wygląda w brązach jak chora.

      Usuń
  2. Na podkładzie cienie wyglądają bardzo ładnie. Szkoda, że na oku nie prezentują się dobrze i dodatkowo mają zerową trwałość :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę ich używać tylko w przypływie zbyt dużej ilości czasu bo tak są byle jakie. Chyba dodam swatche bez podkładu jeszcze.

      Usuń
  3. piękne te cienie :) zwłaszcza brąziki do mnie przemawiają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne lecz nietrwałe :( Brązy jeszcze jako tako się trzymają.

      Usuń
  4. Hmmm tak czytam, patrze na zdjęcia, znowu czytam... bo na fotach wyglądają całkiem nieźle, szkoda, że się nie spisały bo 101 i 112 bardzo mi się spodobały. Róże to nie moje klimaty, ale te brąziki.... czas chyba zainwestować w sleeka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sleeki dla mnie osobiście są świetne. Na bazie/podkładzie cienie są śliczne i dobrze na pigmentowane ale za dużo zabawy. Jak się połowa kruszy i jest do wywalenia :( Jedynie najciemniejszy jest w miarę ok.

      Usuń
  5. 118 i 101 są niesamowicie urocze! :) Ale jak mówisz, że są nie warte swojej ceny to chyba odłożę na pierwszego Sleeka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też zamierzam pozbyć się starych cieni i kupić sleeka narural :)

      Usuń
    2. Lepszy sleek, nie kruszy się tak masakrycznie i pigmentacja lepsza.

      Usuń
  6. wszystkie paletki są w moim stylu, może ta z ciemnymi brązami trochę mniej.
    Bardzo podobają mi się te kolorki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam cienie matowe z IsaDory:) Mam je kilka lat i nadal są świetne:)

    OdpowiedzUsuń
  8. cienie z Inglota są idealnie moją kolorystyką ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. nie przepadam za cieniami Inglota - co prawda zwykle trafiałam na przyjemne odcienie, ale skutecznie odstrasza mnie ich pylenie. Maty są strasznie nierówne - zwykle napigmentowane ok, ale przy rozcieraniu robią plamy, perły najlepsze, ale znowu strasznie się sypią i brudzą wszystko naokoło.

    Linerów nigdy nie próbowałam, nie przepadam za takimi z pisakiem czy aplikatorem, a żelowe mnie nie zachęcają.

    OdpowiedzUsuń
  10. Te cienie mają ładne kolorki ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba najlepsze maty jakich próbowałam ma MUFE i Smashbox. I to też nie wszystkie :(

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja uwielbiam cienie Inglota. Używam przede wszystkim matowych i są rewelacyjne. Trzymają się cały dzień. Lepszych nie znam. Kupiłam tez kiedyś Sleeka Au naturel, bo się recenzji dobrych naczytałam, ale jak dla mnie to jest słabizna.

    OdpowiedzUsuń

Podziel się swoją opinią.