piątek, 29 marca 2013

Kosmetyki na łuszczycę- pytanie

Hej dziewczyny 

Dziś szybkie pytanie do Was. Może któraś miała do czynienia z tym schorzeniem skóry.
Mój mężczyzna ma taką przypadłość. Ogranicza się to na szczęście tylko do skóry głowy. Oczywiście raz na jakiś czas używa maści sterydowej, która pomaga i zalecz problem, ale nie można jej używać zbyt często.
Używał szamponu Polytar, który został wycofany, a był świetny.
Lush też niewiele pomógł.

Dlatego chciałam Was zapytać czy znacie jakieś produkty wspomagające poprawę skóry głowy w walce z łuszczycą? A może jakieś sprawdzone domowe sposoby?

Przejżałam fora i wszędzie jest o robionej ręcznie masce drożdzowej i innych domowych sposobach. Będziemy próbować ale może któraś ma sprawdzony sposób jak z tym walczyć.

Buźka!

wtorek, 26 marca 2013

Współprace, czy są dobre zasady?


Dziewczyny, temat współprac jest Wam dobrze znany. Często można poczytać
notki na temat tego jakie dostajemy maile ze śmiesznymi zasadami, które można skwitować jednym zdaniem "rób czarnuchu dla nas za free i pocałuj w rękę".

Dlaczego o tym piszę?

Dostaję czasem maile i to nawet od wydawać by się mogło porządnych firm.
Najpierw podejście, że mają super propozycje testowanie swoich produktów, nowości. Cała gadka szmatka, która zachęca. Oczywiście jeśli jesteś zainteresowana to napisz. Pierwszy zgrzyt per Ty, jak ja tego nie lubię. Dobra, tłumaczę sobie że chcą wzbudzić więź. Odpisuję, że chętnie bym się zapoznała z ofertą jaką mi proponują. Wchodzę na skrzynkę, przyszedł mail... czytam.... czytam.... czytam... a wszytko mi opada i opada co raz niżej i niżej. Ręce i inne części... Firma chce w 2-3tyg recenzje swoich produktów, miliony odnośników do ich stron/fb, baneru, miłym akcentem poparcie ich konkursu. A co oferuje? Produkty w rozliczeniu- te testowane, żeby nie było wątpliwości. Produkty w  miarę możliwości dostosowane do mnie. W miarę? Ha słowo wytrych! I tak sobie myślę, mogę stosować 2 produkty na raz np. szampon i odżywkę, czyli patrząc na najdroższe ich rzeczy w sumie 15zł. I teraz ciulu rób nam super reckę, z dobrej jakości fotami, efektami używania i bóg wie co jeszcze! Nie, dziękuję. Kupię sobie sama.

Albo inne cwaniaki. Już było kilku. Mają super propozycje och ach kosmetyków. Brak nazwy firmy, konkretów, nic. Ale żeby Ciebie wybrali obnaż się ze wszystkich statystyk z bloga i fb. Jak już to zrobisz czekaj cierpliwie, a dowiesz się że szkoda było zachodu bo masz więcej zobowiązań i kosmetyki nie warte zachodu niż przywilejów. No i do tego jakiś syf. Męczą mnie takie maile.

Tak, z ręką na sercu. Jeśli to jest firma, którą znam i ma dobre opinie, której kosmetyki kupuję to podejmę współpracę. Ale zasady mają być nie uwłaczające. Bo po takim czymś mam ochotę wyrzucić wszystko co akurat od nich sobie kupiłam i omijać szerokim łukiem.

Albo ostatnio z firma katalogową na O. Poświęciłam sporo czasu na rozmowy z nimi. Podałam moje zasady, zgodzili się. Jedną z nich jest że sama  wybieram produkty. Po czym za 2 dni piszą mi, że jednak nie, że oni proponują kremik uniwersalny, tusz i lakier. Odpisuje, że mi kremik nie leży bo mam 3, tuszu się pozbyłam bo był fatalny. No i tak oto zakończyło się marnowanie czasu z nimi.

Nie cierpię tajemniczych propozycji, pisania do mnie na Ty, zasad z dupy. Inaczej się tego określić nie da. Dlatego też nie uraczycie u mnie na stronie żadnych banerków ani reklam. Na Ty mogę pisać z kimś kogo poznałam i mamy ze sobą dobre relacje.

Ja przede wszystkim chcę żeby produkty były do mnie dostosowane, żebym miała wybór. Żeby czas na recenzję był adekwatny do produktu i żeby poczekał chwilę na swoją kolej. Na co mi otwarte 50 balsamów na raz?Kanapki mam sobie nimi smarować?

Serio ja nie potrzebuję współprac na siłę. Mam chemii kosmetycznej tyle że mi starczy na najbliższe trzy wojny.

 Blogerka Patrycja z Color mania poradziła mi żeby traktować firmy tak jak one Nas i zamiast pisać co nam nie pasuje w warunkach wysyłać im mema:



Po co w ogóle podejmuje temat wałkowany po tysiąc razy na różne sposoby?

Chciałabym Was zapytać na jakie zasady Wy zgadzacie się w swoich współpracach z firmami? 
Gdzie dla Was leży granica współpracy a zwykłego wykorzystywania żeby sobie zareklamować firmę za free?


niedziela, 24 marca 2013

Mała przerwa, nie jest zła



Ostatnio mniej mnie na blogu. Dużo więcej za to na facebooku ;)
 Jestem trochę przemęczona studiami, dojazdami i pracą z dziećmi, więc niemoc mnie dopadła. 
Powoli się ogarniam. Mam nadzieję w tym tygodniu już do Was wrócić i mam niespodziewajkę :)

Tymczasem muszę się pochwalić pizzerkami :)

Z szynką i pomidorem. Awokado, oliwkami i fetą. Szynką i fetą oraz szynką i żurawiną :)
Do tego była jeszcze kolorowa wiosenna sałatka z sałaty lodowej, roszponki i rukoli.

Trzeba trochę pozaklinać wiosnę to może w końcu przyjdzie!

A Wy jak sobie radzicie z tą paskudną pogodą?

Buźka!

 

czwartek, 14 marca 2013

Stwardnienie rozsiane, pomóż Filipowi 1%



Stwardnienie rozsiane jest straszną chorobą. Najgorsze jeśli dotyka dzieci.


Jest to choroba centralnego układu  nerwowego. Polega na tym, że niszczona jest otoczka mielinowa w okół nerwów, co uniemożliwia prawidłowe ich funkcjonowanie. Całą resztę informacji możecie odnaleźć na wielu stronach internetowych. Ale rzecz w tym że u niektórych osób występują rzuty polegające na nagłym niedowładzie, omdleniach czy utracie wzroku. Są bardzo niebezpieczne a nasz kochany kraj nie refunduje kosztów leczenia. Jedynie można się dostać do programu, jeśli ma się odpowiedni wiek. Można wziąć udział w kilku ale po pewnym czasie taka impreza się kończy.

Czemu o tym piszę?

Na tą chorobę choruje moja chrzestna (wiek 50lat) i przyjaciółka (24lata).
Ciocia nie jest leczona interferonem, ponieważ lek jest za drogi i niestety nie łapie się pod programy leczenia ze względu na wiek. Przyjaciółka, która miała kilak rzutów po wielu zmaganiach dostała się na leczenie... Ale nie wszyscy mają to "szczęście".

Filip jest kuzynem mojej koleżanki ze specjalizacji i niestety jego wiek nie kwalifikuje go do takiego programu. Program działa od 16roku życia, a chłopak ma 14. Wszystko byłoby ok. Można poczekać, ale ma RZUTY! A nasze państwo "prawa" działa jak chce.


O Filipie:

Nazywam się Filip Cudnoch. Pochodzę z pięknego miasta, jakim jest Olsztyn. Dwa lata temu (w 2010 roku), kiedy miałem niespełna 15 lat, lekarze postawili diagnozę – Stwardnienie Rozsiane. Co myśli sobie młody chłopak, który chciałby żyć pełnią życia, realizować swoje marzenia, plany i normalnie żyć, słysząc taką diagnozę?

Świat stanął mi na głowie. Do tego wszystkiego doszła nieustanna walka rodziców z przepisami prawa, ponieważ polskie programy terapeutyczne nie przewidywały osób chorych na SM poniżej 16 roku życia. Jak się okazuje są i młodzi, a nawet dzieci, których dotyka ta nieuleczalna i nieobliczalna choroba.

Pomimo przyjmowania rebifu choroba nie pozwalała mi zapomnieć o sobie. Miałem już kilka rzutów. Za każdym razem pobyt w szpitalu i dożylne wlewy sterydów. W 2012 roku byłem już trzy razy na oddziale neurologicznym mojego szpitala, gdzie wszyscy lekarze i pielęgniarki dobrze mnie już znają. Każdy rzut choroby pozostawia po sobie ślad w organizmie. Obecnie walczę z pogarszającym się wzrokiem oraz z niedowładem lewej ręki (jestem leworęczny). Kiedyś marzyłem, by zostać lekarzem. Ale czy dane mi będzie ukończyć uczelnię medyczną?

Przy SM bardzo ważną rzeczą jest rehabilitacja, niezbędny jest również sprzęt ułatwiający codzienne życie osobie niepełnosprawnej. To wszystko kosztuje bardzo dużo. Dlatego zwracam się z prośbą do ludzi dobrej woli o pomoc.

Przekazując 1% podatku lub darowiznę Fundacji AVALON z dopiskiem Cudnoch,1631 pomożecie mi Państwo zrealizować moje marzenia i plany. Być może dzięki Wam dłużej pozostanę sprawny ruchowo, a kto wie, może nawet zostanę lekarzem….

Z całego serca dziękujemy za wsparcie.
Filip z rodzicami

Więcej o chłopcu: KLIK  KLIK

Dziewczyny jeśli jeszcze nie przekazałyście swojego 1% z podatku, wspomóżcie Filipa.

piątek, 8 marca 2013

Dla tych co nie widzieli: moje rzęsy w Pytaniu na śniadanie ;)


Dziewczyny, właśnie wrzucili na stronę nagranie o rzęsach.
Jeśli chciałybyście zobaczyć, zapraszam serdecznie :)

Kurcze, nie wyszłam nawet tak źle jak sądziłam :P

 Podkład to Diorskin Nude jakby kto pytał ;)

To była niezła przygoda!

Buźka!


BioNike czyli jak dobrze że jesteście! Post wprowadzający.


Niedawno do Polski trafiły kosmetyki firmy BioNike, a ich wyłącznym dystrybutorem jest AZNA Costemtics. 

Przemiła Pani Kasia zaproponowała mi przetestowanie kilku wybranych przeze mnie kosmetyków. Czasu miałam bardzo dużo i przyjrzałam się produktom dość wnikliwie jeśli chodzi o działanie i efekty.

Dziś chciałabym Wam powiedzieć kilka słów o firmie i moje odczucia  związane z tą współpracom.

Informacje ze strony internetowej KLIK.
 
Produkty BioNike to dermokosmetyki najwyższej jakości, łączące pielęgnację skóry oraz jej ochronę przed szkodliwymi czynnikami.
Produkty BioNike zapewniają najwyższą skuteczność, bazują bowiem na założeniu całkowitego braku alergenów. Są to produkty, które nie zawierają konserwantów, środków zapachowych, glutenu oraz są przebadane pod kątem zawartości niklu. Wszystkie te czynniki - konserwanty, środki zapachowe, gluten oraz nikiel są powszechnie znanymi alergenami, odpowiedzialnymi za wywoływanie alergii kontaktowych.
W bogatej ofercie kosmetyków BioNike znajdują się produkty odpowiednie nawet dla najbardziej wymagających i wrażliwych typów skóry.

Co wyróżnia ich kosmetyki?
  • Ograniczona zawartość niklu 
  • Bez środków zapachowych 
  • Bez konserwantów 
  • Bez glutenu

 Oczywiście firmy kosmetyczne szafują tym jakie super są ich produkty i opisy sugerujące że kosmetyk prócz zadań dla urody pierze, sprząta i gotuje ;) Same wiecie jak brzmią napisy na niektórych opakowaniach, a prawda bywa przytłaczająca np. Yes To czy nieszczęsny Choisee.

Jak tylko dostałam paczuszkę, przyjrzałam się opakowaniom wszystkich produktów. Są solidne, trwałe, napisy się nie ścierają, skład po angielsku i polska naklejka wyjaśniająca jest. 
 Od razu zadałam Pani Kasi serię pytań dotyczących produktów i dystrybucji.


Oto nasza wymiana maili:
  1. Czy BioNikie ma przeprowadzane badania skuteczności i kontroli jakości, które są wymagane w stosunku do leków? (dermokosmetyki muszą mieć takie kontrole)

    Wszystkie kosmetyki sprawdzane są w specjalnych włoskich instytutach naukowych, dokładnie w Mediolanie. Niestety dokumentów nie możemy udostępniać, bo zawierają one proporcje składów itd., a są to informacje zastrzeżone przez producenta. 

    Oczywiście wiadomość na to pytanie była dłuższa lecz niestety nie mogę Wam jej pokazać ze względu na prośbę firmy. Ale zapewniam Was, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i firma bardzo dba o to aby kosmetyki były jak najwyższej jakości, a konsumenci zadowoleni.
  2. Na stronie widnieje zapis, że kosmetyki nie posiadają konserwantów. Przejrzałam daty ważności. Żel jest ważny do czerwca 2017, dwufazówka do lipca 2017, a maska i krem też ok. 3-4 lata. Jak możliwe jest że mają tak długi termin ważności?

    Jeżeli chodzi o terminy ważności, rzeczywiście są one długie, co jest możliwe dzięki nowoczesnej technologii pakowania. Jak Pani zapewne zauważyła, wszystkie kosmetyki są zapakowane i zabezpieczone bardzo starannie, dzięki czemu właśnie uzyskiwane są długie terminy ważności. Po otwarciu kosmetyku, obowiązuje termin podany na opakowaniu jako uniwersalnie stosowany symbol otwartego słoiczka. A więc tak jak deklaruje producent, w składzie nie ma w ogóle tradycyjnych konserwantów. Są oczywiście składniki organiczne, które wpływają na przedłużenie terminu trwałości, ale nie są one traktowane jako konserwanty, a co najważniejsze, nie powodują reakcji alergicznych, tak jak ma to miejsce w przypadku tradycyjnych substancji konserwujących.
  3. Ze strony internetowej wynika, Państwo rozkręcacie działalność. Gdzie będzie można spotkać Państwa kosmetyki oraz czy będą możliwe zakupy przez internet?

    Kosmetyki będą dostępne w aptekach. Na razie dostępne są lokalnie w Polkowicach. W niedalekiej przyszłości najprawdopodobniej uruchomimy sklep on-line. A póki co wszystkie produkty można zamawiać przez Allegro na naszym oficjalnym kanale sprzedaży KLIK


Rozmowa z Panią Kasią odbyła się na samym początku stycznia. Od tego czasu firma trochę zmieniła wygląd strony internetowej, dodała wiele nowych kosmetyków.  Również dodała zakładkę na recenzje i założyła profil na Facebooku, który cieszy się sporym zainteresowaniem.

W tym momencie jestem po 2 miesiącach testów i czas najwyższy napisać Wam, co uważam na temat poszczególnych produktów. Spodziewajcie się w tym miesiącu kilku wpisów na temat ich kosmetyków :) 

A tym czasem zapraszam na stronę fb BioNike, gdzie można zdobyć ich próbki oraz dowiedzieć się o atrakcyjnych promocjach KLIK.


Jesteście ciekawe ich produktów?

środa, 6 marca 2013

Oglądajcie mnie w TVP2 :P


Ogłoszenia parafialne.

Jutro na TVP2 w Pytaniu Na Śniadanie będziecie miały szansę zobaczyć mnie w reportażu na temat odzywki do rzęs. Będzie okazja zobaczy jak robię demakijaż, jak śpię i jak się maluję ;P

Program zaczyna się o 8.00. 
Mam nadzieję że wyszło w miarę dobrze, bo strasznie się stresowałam.
Mam nadzieję że puszczą materiał :P

W razie czego podobno można go będzie zobaczyć później u nich na stronie.

Buźka!

Pure Color w kolorze 03 Cyber Lilac od EL czyli wielkie rozczarowanie


Na początku stycznia (tu) pisałam Wam o moich kosmetycznych zakupach.
Między innymi w nich znalazł się cień od Estee Lauder, Pure Chrome w kolorze 03 Cyber Lilac.

Początkowo poszłam po złoty odcień, jednak fiolecik z nowej kolekcji mnie urzekł. Zakocham się w nim i musiałam go koniecznie mieć. Kolor w salonie wydał się piękny, soczysty, połyskliwy, idealny.

Pierwszy zgrzyt nastąpił kiedy Pani w D. pokazała mi go wyjmując z opakowania i otwierając (WTF?!). Rozumiem próbę zachęty, ale przecież w ten sposób niszczy towar, a do tego na kasetce było poodciskane trochę obcych paluchów. Dobra nie marudzę, chcę go.

Drugi zgrzyt. Patrze w domu na rachunek i różnica ceny ok 10zł. Miał być za 101zł wg. napisu na palecie, a był za 109 czy 110zł. Nie ważne, przecież jest prześlicznościowy i będzie moim na wieki i będę go kochać i się nim miziać do usr... śmierci :P Tak sobie umaczyłam. O naiwności!

W domku wyczyściłam kasetkę z linii papilarnych człowieków, które musiały ją zmacać i sobie popatrzyłam na przepiękne tłoczenie cienia i złote wykonanie kasetki. To co mi się nie spodobało to  właśnie opakowanie. Tak straszliwie brudzi się od dotyku. To samo mają kasetki Lancome i Diora, zwariować idzie! Ale jest i plus takiego wykończenia, można się przejrzeć w zamkniętym opakowaniu jak w lustrze :P Przynajmniej w przypadku tego delikwenta.


Kasetka zawiera również lusterko, które do niczego się nie przyda, bo jest maluśkie. A aplikator do cieni jest tak króciutki i nie poręczny, że służy tylko za wystrój kasetki, oczywiście zanim go nie zgubię.


Po dwóch dniach zmacałam cień. Żelik, jak popularnie jest nazywany, w dotyku przypomina mi taki mocnej zbity mus. Można porównać go jeszcze w dotyku do cieni w słoiczku Armaniego lub jedwabnego szalu.


Pierwsze domowe testy na ręce wypadły bardzo pozytywnie. Świetna pigmentacja, ładnie się nakłada i rozciera oraz pięknie mieni srebrnymi drobinami. Orgazm!


Ale później przystąpiłam do testów naocznych. Nakładał się pędzelkiem w porządku, ale wtedy wydawał mi się takim brzydkim szaroburym odcieniem fioletu, zupełnie bez polotu. Nakładany pacynką lub palcem sprawował się dużo lepiej i był prawie taki jak w testach w perfumerii. I w tym miejscu już jest tak wspaniale...

 
I wiecie co teraz będzie?

Tak, będzie wielkie rozczarowanie i gorzkie żale! Kolorek po godzinie, czy to na bazie czy bez, czy na mokro czy sucho rolował się i schodził. Myślałam że oglądam powtórki "Nie do wiary". Próbowałam już chyba tylu sposobów żeby go ujarzmić i nic. Nadal się ściąga w załamaniach.




Co mogę powiedzieć?

Jest mi smutno, że moje wielkie love okazało się takim kitem. Ten cień przypomina mi księcia na białym rumaku, który w ostateczności okazuje się chamem i burakiem.

Stosowałam go poźniej do rozcierania kreski i sprawował się lepiej czyli 2-3h i po biedaku. Niestety u mnie się ten cień nie chce trzymać. Próbowałam się z nim zaprzyjaźnić na tysiąc sposobów ale widocznie z niektórymi się po prostu nie da :(

I jak Wam się podoba ten cień?
 Macie jakiś sposób an utrzymanie go w jednym miejscu?




poniedziałek, 4 marca 2013

Kolorowi ulubieńcy lutego


Jak ten luty szybko zleciał, nawet się nie obejrzałam, a już początek marca.

W lutym dużo częściej się malowałam, dlatego i ulubieńców trochę przybyło :)

Ale po kolei:

  1. Lancome, Miracle eau Legere- jeden z ładniejszych limitowanych zapachów Miracle. Świeży i kobiecy, dla mnie idealny.
  2. Diorskin Nude- drugi miesiąc mój numer jeden jeśli chodzi o podkład. Niedługo Wam napiszę o nim coś więcej, jeśli tylko światło będzie lepsze.
  3. Baza Lumene, Crystal Radiance Primer- mieszam często z podkładem lub nakladam zamiast. Piękny i delikatny brzoskwinkowy glow.
  4.  Ooh La lift od Benefitu- króluje już drugi miesiąc i nie ma sobie równych w walce z moim pięknym cieniami pod oczami. 
  5. Korektor mineralny MACa- dla mnie najlepszy do wszelkiej maści małych przebarwień wyprysków czy cieni pod oczami. Również jest już drugi miesiąc ze mną. Mój kolor to NC20.
  6. Matowy bronzer MAC- ani grama pomarańczy. Świetnie się go nakłada, a do tego trzyma się cały dzień.Modelowanie nim to przyjemność :)
  7. Stereo rose MAC- mój ukochany skinfinish. Skóra po nim wygląda na wypoczętą i do tego delikatnie się ożywia. Więcej tu.
  8. The perfect cheek MAC- tak, policzki po nim są perfekcyjne ;) Więcej tu.
  9. Sun beam Benefitu- miniaturka 4ml, która starczy mi na wieki. Dodaje mi promieni słonecznych, zawsze kiedy tego potrzebuję.
  10. Extended play lash MAC- to chyba mój ulubieniec już od 5 miesięcy. Krótkie, sztywne i rzadkie rzęsy nagle stają się piękne i długaśne. Więcej tu.
  11. Czarna kredka Clinique- cream shaper for eyes w kolorze 01 black diamond. Mięciutka czarna kredka ze srebrnymi drobinami. Po nałożeniu zastyga w miejscu. Bardzo trwała!
  12. Innocence MAC- muszę w końcu Wam ją pokazać! Piękna różowo-brzoskwiniowa pomadka ze złotymi drobinkami. Jej wykończenie to  frost.
  13. Mall Madness MAC- co prawda mam ją dopiero od tygodnia ale skutecznie podbiła moje serce i będzie moim błyszczykowym KWC ze względu na kolor i długość trwania na ustach :P Więcej tu.
  14. Mauveless MAC- piękny śliwkowy cień, którym bawiłam się tu.
  15. Pure Chrome Catrice- piękne metaliczne kolorki, trzymające się cały dzień. Na zdjeciu kolory 01, 02 i 04. 04 służy mi jako rozświetlacz i nadaje mega mokry look.
  16. Intense effect eyeshadow, Manhattanu- mój kolor to dusky pink. Kolorek należy do rozświetlających. Idealny zarówno na zmęczone powieki jak i na kości policzkowe. Od razu skóra wygląda promienniej. Dobrze sprawdza się też pod łuk brwiowy.
  17. Wild craft Essence- moja ukochana paletka do brwi. Dzięki niej nauczyłam się jak delikatnie podkreślać i korygować kształt brwi, bez zrobienia sobie krzywdy. Często mi ginie w torebce mamy ;) Straszna szkoda że to była limitowanka, bo odcienie w niej zawarte są dla mnie idealne.


Podsumowując, w lutym królowało rozświetlanie wszelkiej maści, a z firm MAC, w którego co raz bardziej się wkręcam!


A jacy są wasi ulubieńcy zeszłego miesiąca?

Buźka!

sobota, 2 marca 2013

Kropkowa zabawa z Essie ;)


Rzadko kiedy mam więcej jak jeden kolor na paznokciach.
Tym razem zaszalałam i użyłam aż sześciu ;)

Oczywiście bawiłam się ponad godzinę żeby coś takiego stworzyć ale chyba się udało :P
Jeszcze tylko wytrzeć skórki i będzie miodzio.



Od lewej: Case Study, Bangle jangle, Flawless, Lovie Dovie, Funny Face, Big Spender.

I jak może być?

Miłego weekendu kochane!